Akcesoria na wyprawę rowerową

Całą wyprawę wzdłuż naddunajskiej trasy rowerowej planowaliśmy na około 7-9 dni, plus kilka dni na zwiedzanie Budapesztu. Nie przewidywaliśmy, jakie noclegi nas spotkają. Wstępnie zakładaliśmy, że noclegi podzielimy na te pod namiotem oraz w te, w bardziej domowych warunkach (hostel, Airbnb – cokolwiek). Założyliśmy 2 noclegi pod chmurką przy jednym noclegu gdzieś, gdzie normalnie się wykąpiemy i ewentualnie coś wypierzemy.

Sakwa rowerowa na kilkudniową wycieczkę

Przy zakładanym terminie i przy braku doświadczenia, wybraliśmy na wyjazd sakwy 3-komorowe o pojemności 45 litrów. Przeszukując Alledrogo i ważąc nasz budżet wybór padł na produkt polski, którego producent informował, iż jest to sakwa „wykonana z wodoodpornej tkaniny Cordura[…] odpornej na uszkodzenia”. Gdy paczka dotarła w moje ręce, byłem miło zaskoczony jakością wykonania i odwzorowaniem kolorów. Zamki błyskawiczne oraz klamry sprawiały wrażenie naprawdę solidnych. Sam montaż sakw sprowadzał się do zaczepienia pasków na rzepy do bocznych stelaży bagażnika oraz  – w jego górnej części – do odpowiedniego przymocowania przy pomocy klamr i pasków. Dodatkowa funkcjonalność, jaką jest odłączenie górnej komory podkreśla ich walory. Poprzez odpięcie jednego zamka błyskawicznego górna część komory mogła posłużyć jako torba podróżna (w zestawie był dodatkowy pasek). Mimo, ze podczas naszej wyprawy rowerowej nie korzystaliśmy z sakw poza ich docelowym miejscem, warto było wykorzystać przestrzeń, która znajdowała się pomiędzy komorami. Odpowiednie ułożenie, pozwalało na umieszczenie tam bluz lub innych dodatkowych rzeczy, które gdzie indziej nie chciały się zmieścić. Duża ilość kieszeni pozwalała na lepszą organizację całego ekwipunku. Znalazła się jedna kieszeń na sprzęt naprawczy i elektrośmieci, jedna kieszeń na aparat fotograficzny i dodatki. Nie obyło się bez minusów naszego nabytku. Mimo całkiem solidnego wykonania, sporym ograniczeniem naszych sakw była ich elastyczność – już wiemy, że bardziej elastyczne mocno ułatwiają życie. Łatwiej cokolwiek upakować lub wyciągnąć. Sama ich „mega odporność” – jak sugerował producent, też była trochę nad wyraz. Wystarczyła jedna ładowarka do telefonu (i to z zaokrągloną obudową), by po czasie przetrzeć na wylot jedną z kieszeni. Wodoszczelność też jest kwestią sporną – raczej producent miał na myśli przelotną mżawkę lub zachlapanie. Podsumowując, na kolejne dalsze wyprawy podejdziemy do tematu sakw z większym doświadczeniem i dokonamy ponownego wyboru – nie negując tych, które zakupiliśmy. Są dobre, ale na innego rodzaju wypady.

Plusy sakw, które wybraliśmy:

  • łatwy montaż na bagażniku
  • duża ilość kieszeni
  • wytrzymałe zamki i elementy mocujące
  • dodatkowe zaczepy dla np. ekspanderów
  • usztywnione boki dolnych komór
  • odblaskowe paski

Minusy:

  • słaba wodoodporność
  • podatne na przecieranie
  • mało elastyczny materiał

Bagażniki rowerowe

Jako, że oboje posiadamy rowery górskie, nie były one wyposażone w bagażniki. Przy rozglądaniu się za nową zdobyczą, brałem pod uwagę kilka aspektów – cenę, wagę, sposób montażu, rozmiar naszych kół, fakt posiadania tarcz hamulcowych, a także maksymalny udźwig. Wybór padł na bagażnik firmy Kross – model Travelrack. Opinie, sposób montażu, niewielka waga i marka pomogły nam w dokonaniu ostatecznej decyzji – co więcej, producent wspomniał o udźwigu do 25kg.

Faktycznie, bagażnik od samego początku wydawał się solidny. Sam montaż sprowadzał się do czterech śrubek, a sposób regulacji dawał mnóstwo możliwości. Nie było znaczenia, czy jest montowany na rowerze z 27 czy 29 calowymi kołami. Co więcej, aluminium pokryte matowym lakierem robiło dobre wrażenie. Po zamocowaniu bagażnika  dokonałem kilku prób obciążeniowych, które przeszedł z powodzeniem. Podczas całej wyprawy sprawdzały się bez zarzutu… do ostatniego dnia naszego pobytu w Budapeszcie. Wtedy też moja dziewczyna, zjeżdżając z niewysokiego krawężnika poczuła, że tylne koło w jej rowerze jest zablokowane. O tyle gorzej, że właśnie jechaliśmy na pociąg powrotny, w kierunku Polski. Akcja była szybka – zamieniliśmy rowery, aby Edycie było łatwiej, a ja spróbowałem doprowadzić bagażnik do jako takiej użyteczności. Zerwały się śrubki przy dwóch mocowaniach – na dole ramy i przy siodełku. Dopiero w pociągu oceniłem z czym mam do czynienia i szukaliśmy tymczasowego rozwiązania. Pomogły jak zawsze – trytytki, czyli wszystkim znane opaski zaciskowe z tworzywa sztucznego.

Podsumowując, na jednym rowerze bagażnik wytrzymał i ma się dobrze, na drugim zerwana śruba, która utkwiła w ramie, do tego wyrwany gwint w jednym mocowaniu. Niestety, sposób montażu bagażnika, gdzie cały ciężar opiera się na dwóch śrubach o średnicy około 8mm to zdecydowanie nierozsądne rozwiązanie. W przypadku większej dziury czy uskoku, bagażnik działa na śrubę jak gilotyna. O ile nie mamy dużego obciążenia i uda nam się wyciągnąć śrubę, widziałbym szansę na odratowanie całości, to w tej konkretnej sytuacji jedna śruba, spowodowała urwanie kolejnej.

Już wiem, że obecnie nie zdecydowałbym się na tego typu rozwiązanie – chyba, że mowa o krótkich wypadach, z niedużym obciążeniem. Ciężko też ocenić, jakie alternatywne rozwiązanie wybrać – bardzo prawdopodobne, że skłonię się ku bagażnikowi, który do mocowania będzie wykorzystywał obejmy.

Siodełko rowerowe – istotny kompan podróży

W naszych rowerach posiadaliśmy standardowe siodełka, jakie były na wyposażeniu. Na wyprawę rowerową postanowiliśmy zmienić je na coś wygodniejszego. Po rozeznaniu i możliwości sprawdzenia jednego z siodeł, wybraliśmy Selle Royal model Classic Athletic Alpine. Wygodne, żelowe siodło ułatwiło całość wyprawy. Wykonanie całkiem solidne, wygoda spora (choć chciałoby się więcej) – zdarzały się takie odcinki, na których co jakiś czas trzeba było jechać na stojąco, by naszym czterem literom dać chwilę odpoczynku. Patrząc na cenę siodełka (niecałe 100zł z przesyłką) i jego jakość wykonania, śmiało mogę polecić to rozwiązanie, jako niskobudżetową wygodę. Po wycieczce zauważyłem, iż od spodu są popękania (najprawdopodobniej wynikały z unoszenia, od czasu do czasu, roweru wraz z ekwipunkiem).

Pozostałe akcesoria na wyprawę rowerową

Jeśli chodzi o elementy stricte wpisujące się w kategorię akcesoriów rowerowych, zabraliśmy ze sobą blokady (u-locki), lusterka rowerowe oraz kilka lampek silikonowych. Nie mogło zabraknąć licznika (mimo, że na bieżąco zapisywaliśmy przebieg drogi w aplikacji Sports Tracker) oraz podstawowych narzędzi rowerowych. Dla wygody zamontowałem uchwyt do telefonu, a dla ochrony głowy zabraliśmy kaski (a tak na poważnie doczytałem, że na Słowacji, poza terenem zabudowanym kaski są obowiązkowe). Co więcej, wykorzystując mocowanie na kask do kamery sportowej, nagrałem trochę naszej podróży. Niezastąpione okazały się… rogi (których nie mieliśmy na początku podróży).

Jako, że całość naszej wyprawy rowerowej była raczej niskobudżetowa, mogę nadmienić, ze komplet podręcznych narzędzi nabyłem w jednym z marketów. Nie patrzyłem na jakość, a raczej na ich przydatność – wierzyłem, że przy jednorazowej awarii spełnią swoją rolę – i faktycznie tak było (a z pewnością jeszcze przydadzą się w przyszłości). Narzędzia rowerowe wraz z łatkami do dziur w dętkach zapakowane były w specjalne etui, które umożliwiało zamocowanie do ramy. Zawsze to jakaś oszczędność miejsca i narzędzia pod ręką.

Bardzo miło zaskoczył mnie uchwyt do smartfona, który sprawował się bardzo dobrze. Nie pamiętam ile kosztował, ale zapewne nie było to więcej niż 15zł. Przez prawie całą drogę utrzymywał smartfona o nie najmniejszej wadze – blisko 135g. Mimo, że zakupiony w dziale rowerowych w jednym z hipermarketów – sprostał zadaniu.

Na podróż rowerową zabraliśmy dwa lusterka montowane do kierownicy. Jedno udało się zamontować, przy drugim okazało się, że kierownica nie ma odpowiedniej średnicy (toteż je odpuściliśmy). Lusterka – które zawsze uważałem je za zbędny dodatek – zdecydowanie ułatwiały jazdę. Pomagały w momencie, gdy zbliżały się samochody, inni rowerzyści lub w kontroli odległości pomiędzy mną a moją dziewczyną. W przypadku długich przejazdów rowerowych ma znaczenie ile raz będziemy machać głową, a lusterko rowerowe oszczędza nasz kark. Oczywiście ten element także należał do tych niewygórowanych cenowo – w przyszłości jednak zainwestuję w lepsze rozwiązanie i wybiorę lusterko z innym typem montowania, bardziej stabilne.

Wykorzystując jeden dzień „wolny” we Wiedniu, zwiedzając miasto natrafiłem na mały sklep rowerowy, gdzie chciałem kupić zapasową dętkę (jedną wykorzystałem przy okazji złapania „gumy” podczas 3. dnia naszej wyprawy – co opiszę później). Przy okazji, na jednej z półek, rzuciły mi się w oczy aluminiowe rogi do kierownicy. Przed wyjazdem zakupiłem dwie „lemondki” – byłem przekonany, że ich sposób montażu będzie na tyle uniwersalny, że w przypadku naszych kierownic, średnica nie będzie miała znaczenia. Myliłem się. Jednak w przypadku aluminiowych rogów było inaczej. Koszt – całe 2€! Leciutkie, stabilne – czego chcieć więcej. Kupiliśmy testowo. Okazały się świetnym rozwiązaniem! Zmiana pozycji za kierownicą, dzięki rogom, pozwalała na zwiększenie ilości dostępnych pozycji za kierownicą.

Podsumowując, akcesoria rowerowe są istotnym elementem dłuższych (krótszych też) wypraw. Ułatwiają i umilają podróż, sprawiają że stajemy się jeszcze bardziej mobilni. Niektóre z nich wpływają na nasz komfort i bezpieczeństwo jazdy.

2 myśli na temat “Akcesoria na wyprawę rowerową

Odpowiedz na „juzekAnuluj pisanie odpowiedzi